Notes pisarza – czyli po co mi to?

0 Comments

Notes pisarza – oto niedawno odkryte przeze mnie narzędzie, które niezwykle mi ułatwiło codzienną pracę nad pisaniem kolejnych opowiadań, książek, historii…

Od pewnego czasu dojrzewałam do podzielenia się pierwszymi refleksjami na temat korzystania z notesu pisarza, ale wciąż inne tematy wskakiwały na pierwszy plan… Ale wreszcie nadszedł ten dzień… Tak, dzisiaj napiszę co nieco o moim notesie…

Skąd pomysł na notes pisarza?

Szczerze mówiąc, od bardzo dawna przerzuciłam się z pisania ręcznego na rzecz pisania na komputerze. Po pierwsze (i najważniejsze) – jestem szybsza na klawiaturze niż na papierze, a to nie bez znaczenia w sytuacji, kiedy piszę w pośpiechu. Po drugie – łatwiej uporządkować pliki, kolejne wersje moich opowieści, różne opowiadania pisane symultanicznie, w zależności od nastroju. A po trzecie – unikam w ten sposób frustracji, kiedy odkrywam, że trzeba napisać od nowa początek książki albo wrzucić dodatkową scenę w połowie trzeciego rozdziału. Innymi słowy – jest mi łatwiej, kiedy pracuję na wersjach elektronicznych.

Nie zmienia to faktu, że lubię czasami pobazgrać na kartce papieru. Czasami lepiej mi się myśli, kiedy czuję pod palcami klawiaturę, a czasami lubię porysować kwiatki lub bezmyślne trójkąty.

Zdarzały się jednak takie sytuacje, kiedy wpadałam na genialny pomysł, a nie miałam pod ręką komputera lub możliwości skorzystania z niego. Wtedy notatka lądowała na przygodnej kartce wyrwanej z notesu. Były też przypadki pisania na odwrocie paragonu… Takich kartek uzbierało się u mnie w mieszkaniu całkiem sporo. Denerwowało mnie trochę to poczucie chaosu i ulotności tych notatek, szczególnie jeśli dotyczyły historii, której akurat nie pisałam w danej chwili i nie miałam motywacji do przerzucenia owych treści na twardy dysk.

Dlaczego nie udało się za pierwszym razem?

Pewnego dnia, gdzieś w połowie zeszłego roku, przyszło mi do głowy, że zamiast na przygodnych kartkach, mogłabym notować swoje pomysły w jednym zeszycie. Albo najlepiej w nieużywanym kalendarzu. Tak się złożyło, że posiadałam ładny, designerski kalendarz, który kompletnie nie nadawał się do celów służbowych. Zbyt duży na organizer, zbyt mało miejsca w części z podziałem dnia na godziny, za to dużo przestrzeni na marginesach i sporo grafiki z motywami ludowymi. Inspirujący, ale biurowo niepraktyczny. Nadawał się dla pisarza.

Moment też był odpowiedni, bo zeszłoroczne lato było szalone. Pisałam wtedy dwa najobszerniejsze fanfiki w mojej dotychczasowej karierze. „Ciasno, że Kota nie wciśniesz?” zaczęłam w maju 2019 r., a skończyłam w lutym tego roku. Ta historia okazała się dłuższa od mojej debiutanckiej książki! W międzyczasie postanowiłam wystartować w konkursie Wattys 2019 na Wattpadzie. I w dwa tygodnie musiałam napisać opowiadanie na 10 tys. słów. Udało się, zgłosiłam „To tylko pozory”, które przy okazji rozrosły się o drugie 10 tys. słów…

I to był ten moment, kiedy siedziałam w dwóch historiach jednocześnie i pomysły na poszczególne sceny lub rozwój akcji wpadały mi do głowy w najmniej oczekiwanych momentach. Kalendarz poszedł w ruch i zaczęłam w nim zapisywać chaotycznie sceny do jednej lub drugiej historii.

Potem doszły do tego luźne refleksje nad planami wydawniczymi, nad mediami społecznościowymi, nad kontynuacją „Przeczuć”… I notes zaśmiecał się chaotycznymi notatkami… Spełniał tylko jedną funkcję – czasowego przechowywania moich luźnych przemyśleń w jednym miejscu. Nie miało to jednak ani rąk, ani nóg. Mówiąc wprost – nie miał struktury…

Notes pisarza – idea, system, narzędzie

Na wzmiankę o notesie pisarza trafiłam gdzieś na Pintereście. Zaciekawiło mnie to hasło i jak to zwykle bywa w takich momentach, zaczęłam drążyć… Obejrzałam kilka filmików jakichś zupełnie nieznanych mi pisarek, zaskoczyła mnie przy tym drobiazgowość, z jaką prowadzą swoje notesy. Niektóre mają nawet pięć lub sześć zeszytów jednocześnie. Ja, z moim etatem, rodziną i domem, nie byłabym w stanie pozwolić sobie na spędzanie tyle czasu na robieniu notatek. W tej kwestii wciąż dominującym „rezerwuarem” wiedzy pozostaje moja głowa. I może to dobrze, bo słyszałam, że demencja i Alzheimer czeka większość moich rówieśników. Zatem jeśli mogę opóźnić zapadnięcie na którąś z tych chorób, w ramach profilaktyki poćwiczę moje neurony!

Poza tym… Wolę pisać moje książki niż robić notatki o tym, że powinnam pisać…

Notes pisarza w mojej interpretacji jest po prostu narzędziem, które w jakiś sposób ma wesprzeć twórcę w jego pracy. Łatwo powiedzieć, ale zajęło mi dobrą chwilę, żeby znaleźć inspirację do właściwego ustrukturyzowania tego narzędzia.

Podzieliłam mój kalendarz na cztery sekcje, które w momencie tworzenia notesu wydawały mi się najpotrzebniejsze:

  • Pomysły (najczęściej na nowe historie);
  • Planowanie, konspekty, outlining;
  • Brudnopis (czyli zapis luźnych scen, które wykorzystam w moich opowiadaniach);
  • Social media (pomysły na wpisy, porady, hasztagi, na które się gdzieś natknęłam).

A potem przyszły mi do głowy jeszcze dwie sekcje:

  • Misc (gdzie planuję wrzucać nieskategoryzowane drobiazgi)
  • Kalendarium (kiedyś wrzucę tam harmonogram wpisów na blogach i w mediach społecznościowych).

Poszczególne kategorie oddzieliłam sobie zakładkami indeksującymi, co ułatwia mi nawigację po kalendarzu. I już. Cała filozofia…

Sprawdza się!

Po miesiącu użytkowania notesu pisarza po liftingu muszę stwierdzić, że jest to bardzo poręczne i wdzięczne narzędzie wspierające moją pracę. Czasami mam ochotę coś pobazgrać, zanotować, wypunktować… Na przykład: zapiszę pomysł na nowego fanfika, po czym obiecam sobie, że „najpierw książka!!!” Ale pomysł już zapisany i będzie czekał na moje wolne przebiegi… Czasami zerknę na tę część chaotyczną, która pozostała na początku kalendarza i ze zdumieniem znajdę małą adnotację gdzieś w kącie z genialnym pomysłem na scenę. Przepisuję na wszelki wypadek do właściwej sekcji, bo niewykluczone, że nie znalazłabym tej perełki ponownie…

Notes pisarza podgląd zawartości
Podgląd wnętrza mojego notesu. Dział „Planowanie / Outlining” musiałam zabezpieczyć przed spoilerami… 😉

Postanowiłam uchylić trochę rąbka tajemnicy i pokazać fragment z „Outliningu”. Niestety, zapisane kamienie milowe zdradziłyby przewidywane zwroty akcji, dlatego musiałam zasłonić treści kluczowe. „Bez słów” to mój planowany fanfik. Najpierw jednak muszę poprawić początek kontynuacji „Przeczuć”, które roboczo noszą tytuł „Elka” lub „Marzenia” – zależy od mojego nastroju. Myślę jednak, że stanie na „Marzeniach”, bo to o tym będzie ta książka…

Ciekawa jestem, jakie są Wasze doświadczenia z notesami. Czy stosujecie jakieś narzędzia czy systemy, które wspierają Was w pracy nad tekstami? Zapraszam do dyskusji! Odpowiem na każdy komentarz, zapraszam też na Twittera, Instagram czy na mój fanpage!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

cztery × 4 =