Debiut literacki – „Przeczucia” mają już dwa lata

0 Comments

Mój debiut literacki miał miejsce dwa lata temu… Ależ ten czas pędzi! Ani się obejrzałam, a moja debiutancka książka, „Przeczucia”, właśnie obchodziła swoje drugie urodziny! Zgodnie z informacją zawartą na stronie wydawnictwa, które było odpowiedzialne za wydanie „Przeczuć”, premiera książki odbyła się w dniu 19 czerwca 2018 r. (choć ja moje egzemplarze autorskie otrzymałam dopiero na początku lipca). Dlatego też planowałam ten post już tydzień temu, jednak – jak wiadomo nie od dziś – życie pisze własne scenariusze i niespodziewany remont wywrócił mój kalendarz do góry nogami.

Jakie mam przemyślenia po dwóch latach?

Dziś już wiem, że pewne rzeczy zrobiłabym inaczej… Z perspektywy tych dwóch lat widzę, jak mało wiedziałam o procesie wydawniczym oraz o cyklu życia książki. Sam proces wydawania książki całkiem mile wspominam, bo trafiłam na przemiłą panią redaktorkę i korektorkę. Tempo było zawrotne, bo co dwa dni czytałam całą książkę z poprawkami, po czym odsyłałam swoje komentarze – po to, żeby za dwa dni znów ją otrzymać z kolejnymi uwagami. Po jakimś czasie przestaje się widzieć błędy… Wiem, że w druku przemyciły się jakieś dwie literówki, które umknęły i mnie, i pani korektorce.

Potem była akcja z okładką. Dzisiaj jestem mądrzejsza i pewnie nalegałabym na inną stylistykę „twarzy” mojej debiutanckiej książki. Z drugiej strony okładka wyróżnia „Przeczucia” spośród innych książek dla młodzieży, więc łatwiej ją zauważyć. Gorzej – że mało kto wtedy sięga po tę książkę… Szkoda…

Najwięcej refleksji mam związanych z marketingiem. Debiut literacki uświadomił mi, jak trudno zostać zauważonym. A mnie raczej nie sprzyjało szczęście debiutanta. Wszyscy debiutujący pisarze lub aspirujący do bycia popularnymi, lub ci już popularni powtarzają to samo – pisarz musi sam zadbać o sprzedaż swoich książek. Wydawnictwo odgrywa w promocji książki rolę raczej pasywną. Racja. Mogę to potwierdzić. Choć spotkałam się też z dość intensywną promocją premier książkowych przez niektóre wydawnictwa, więc sama nie wiem, jak to jest… Muszę przyznać – mea culpa! – że popełniłam w tym zakresie sporo błędów. Dlatego mój bestseller jest bestsellerem tylko w moich oczach… Wciąż jednak pozostaje moim pierwszym literackim dzieckiem i jestem z niego dumna.

Debiut literacki, a co dalej?

Im więcej czasu upłynęło od mojego debiutu, tym większą czuję presję związaną z publikacją kontynuacji tej powieści. „Marzenia” wciąż nie wyglądają tak, jak powinny. Wciąż czuję niedosyt podczas czytania pierwszych rozdziałów, a ich zmiana rzutuje na ciąg dalszy. Właśnie wyrzuciłam do kosza 50 stron maszynopisu, bo były rozczarowujące (w moim mniemaniu – obiektywnie pewnie nie były takie najgorsze…) Presja rośnie, bo wiem, ile czasu zajmie proces wydawniczy. A żeby on się w ogóle rozpoczął, muszę mieć zamknięty maszynopis… Pozostaje więc zacisnąć zęby i pisać…

Trzymajcie kciuki za to moje pisanie! A jeśli macie ochotę ze mną porozmawiać na tematy związane z wydawaniem własnej książki, to zapraszam do sekcji „Komentarze” pod tym wpisem oraz na FB i Twittera.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

trzy × 4 =