Pierwszy draft – czy musi być napisany na raz?

0 Comments

Jak to jest napisać pierwszy draft swojej książki za jednym zamachem? W listopadzie zeszłego roku wzięłam udział w wyzwaniu zwanym NaNoWriMo, które polega na tym, żeby w ciągu jednego miesiąca napisać 50 tysięcy słów. Nie jest to wcale tak mało, bo trzeba napisać 1667 słów dziennie. W moim przypadku oznacza to mniej więcej rozdział. Dziennie. Mimo to podjęłam się tego wyzwania, głównie z myślą o tym, żeby dołączyć do ogólnoświatowej braci pisarskiej i wzajemnie motywować się do tworzenia.

Tempo kontra jakość

Pierwszy raz w życiu pisałam w ten sposób, w którym liczyła się szybkość pisania, a nie jakość tekstu. Pędziłam z fabułą, wątki super się układały, historia siedziała w mojej głowie przez całą dobę. To było naprawdę wspaniałe uczucie. Ale…

W ¾ przyszedł kryzys. Nie był on związany z fabułą czy kolejnymi wątkami, bo to mam ogarnięte w planie powieści. Nie było to również związane ze zmęczeniem. Sprawa była znacznie poważniejsza – moja bohaterka zaczęła zachowywać się nielogicznie. Zapętliła się jak chomiczek na karuzeli. Dla mnie to był wyraźny sygnał, że ścieżka jej rozwoju skręciła w las. Tylko gdzie?

W czasie NaNoWriMo2021 uparcie powstrzymywałam się od czytania tego, co do tej pory napisałam. Powtarzałam sobie, że na poprawki i wewnętrznego krytyka przyjdzie jeszcze pora. Teraz był czas na pierwszy draft. Takie było moje założenie: lecieć z pisaniem surówki i dopiero jak skończę całość, to siadam do generalnych poprawek. Nigdy wcześniej nie pisałam tym sposobem, ale chciałam spróbować i zobaczyć, czy nie jest to czasem szybsza droga do stworzenia pierwszej wersji książki. Okazuje się, że nie u mnie.

Nowe podejście kontra utarte ścieżki

Wracam więc do schematów, które zawsze działały przy wszystkich napisanych dotychczas książkach. Planuję przeczytać „Impresje” od początku, by wyłapać ten fałszywy krok, który sprowadził Oliwię na manowce. Domyślam się, że jest to drobiazg, który niepostrzeżenie wślizgnął się w pierwszy draft. Możliwe, że to jedno zdanie lub scena. Do namierzenia i usunięcia.

Wiem na pewno, że brnięcie w nielogiczny rozwój sytuacji nie miałby teraz najmniejszego sensu. Okazałoby się, że drugi draft polegałby na całkowitym przepisaniu połowy książki. Wolę zaoszczędzić sobie ten czas i frustrację i zrobić to od razu.

Podsumowując, cieszę się, że spróbowałam czegoś nowego. Jeśli od tylu lat się pisze w ten sam sposób, to warto przekonać się, czy nie ma innych ścieżek. Dzięki temu się rozwijamy. Ja z pewnością czegoś się nauczyłam. Mam też sporą satysfakcję z wzięcia udziału w NaNo i z samoświadomości, która pozwoliła w porę odpuścić.

Trzymajcie kciuki za „Impresje”. Pierwszy draft tak naprawdę nie powstanie, bo brakującą ¼ powieści dopiszę już po poprawkach w istniejących ¾… Ale skoro mechanizm zadziałał przy tak wielu wcześniejszych publikacjach, to chyba mogę być spokojna o rezultat. A Wy jak myślicie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

dziewięć − sześć =