OLW, czyli Jedno Małe Słowo na cały rok

0 Comments

Z ideą OLW, czyli po angielsku „one little word”, a w wolnym tłumaczeniu Jedno Małe Słowo, spotkałam się dzięki koleżankom po piórze, które obserwuję w mediach społecznościowych. Poszperałam trochę w sieci i odkryłam, że inicjatywę tę wprowadziła w obieg Ali Edwards (https://aliedwards.com

Jedno małe słowo na cały rok

OLW to nasz towarzysz na najbliższe 365 dni, takie nasze osobiste hasło, które przyświeca nam przy planowaniu działań przez cały rok. Kiedy zaczęłam się zastanawiać, co mogłoby być moim OLW, przyszło mi do głowy niemal natychmiast słowo „dobrostan”. Dbając o swoje dobre samopoczucie, reszta życia po prostu się ułoży, a plany łatwiej będzie zrealizować. 

Dobrostan to polski odpowiednik angielskiego „wellbeing”, które często tłumaczone jest jako dobre samopoczucie. Ale według mnie „dobrostan” jest pojęciem szerszym, bo obejmuje całokształt dobrego stanu naszego organizmu – zarówno ciała jak i umysłu oraz duszy. Wychowano nas na haśle „W zdrowym ciele zdrowy duch”, ale nie mówiono nam, że kiedy dusza choruje, to ciało też przestaje funkcjonować, jak należy. Dbajmy więc o naszego ducha, o dobre samopoczucie, o dobrostan! Ja na pewno w tym roku stawiam to na pierwszym miejscu.

Planowanie z OLW

Jak zatem będzie wyglądało w praktyce planowanie pod hasłem roku? Czas pokaże, bo po raz pierwszy zamierzam świadomie zastosować Jedno Małe Słowo w moim życiu. Póki co przybrało to formę aktywnego poszukiwania równowagi pomiędzy sferą zawodową, pisarską, rodzinną oraz tą wewnętrzną – psychiczną. 

Planowanie stało się zatem wieloetapowe. Od hurraoptymizmu, który przyjmuje kształt długaśnej listy wymarzonych celów do osiągnięcia, przez racjonalizację (tak, tak! Tydzień ma tylko 7 dni, a dzień tylko 24 godziny), po rzeczywiste umieszczenie poszczególnych działań w czasie. W tym celu od kilku miesięcy stosuję metodę Alistaira, dzięki której widzę, co da się wpakować w skończoną liczbę dni i godzin. Co więcej – zaczęłam planować też odpoczynek i świadome przyjemności. Dzięki temu nie spycham relaksu na tzw. „kiedyś, jak się trafi”, ale wrzucam w kalendarz, dzięki czemu nie pojawi się tam niespodziewana robótka ekstra, która wydrenuje mnie z sił witalnych.

Co z tego wyjdzie – zobaczymy! Trzymajcie kciuki i do zobaczenia wkrótce!

Dobrego roku!

Lena

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

13 + 14 =