Liczba obserwatorów a prawdziwi fani

0 Comments

Od pewnego czasu chodził za mną temat liczby obserwatorów w mediach społecznościowych. Pewnie dlatego, że wciąż natrafiam na profile, których posiadaczom bardzo zależy na jak największej liczbie obserwatorów („followersów”)… I być może po trosze też dlatego, że ja tych obserwatorów mam wszędzie stosunkowo niewielu…

Obserwatorzy

Utarło się w mediach społecznościowych, że liczba obserwatorów poszczególnych profili stanowi o ważności konta, a raczej jego popularności. Kiedyś w ogóle nie zwracałam na to uwagi, bo traktowałam ten rodzaj statystyki jako czysto informacyjny. Dopiero kiedy utworzyłam konto na Tumblrze, zrozumiałam, że jest spore grono osób, które przywiązują ogromną wagę do tego, ile osób ich obserwuje. Do tego stopnia, że przed kolejnym progiem liczby obserwatorów ogłaszają jakieś konkursy – najczęściej mające na celu przyciągnięcie kolejnych obserwujących. Pojawiają się też apele o obserwowanie, o promowanie konta poprzez udostępnianie, by szybciej wypełnić jakiś kolejny ambitny cel. Są też akcje „follow” za „follow”. Zdarzało mi się już, że ktoś mnie zaobserwował, a po paru dniach znikał – zapewne, kiedy się zorientował, że się nie odwzajemniłam.

Nie jest tak, że jestem złośliwa i dla zasady nie odwdzięczę się obserwacją profilu. Kiedyś sprawdzałam każdego nowego obserwatora, bo czasami były to podejrzane konta. Po 250 obserwatorach na Tumblrze, nie dałam już rady ogarnąć wszystkich. Poza tym zbyt duża liczba obserwowanych kont powoduje u mnie ogromny szum informacyjny i zaczynam się gubić na własnych tablicach (ten słynny „feed”).

Liczba obserwatorów a liczba fanów

Raz zamieściłam post na Tumblrze, czy w ogóle warto utrzymywać ten blog. Drastycznie spadła mi aktywność czytelników w tym medium – spowodowana zapewne tym, że po pół roku intensywnej działalności, przyszedł spadek formy i musiałam zwolnić tempo publikacji. Część ludzi straciła zainteresowanie, a być może moje posty zaczęły ginąć w ich szumie informacyjnym. Dużo lepszy odzew od czytelników miałam na Wattpadzie i stopniowo tam przerzuciłam swoją główną aktywność. Na tamten post odpowiedziało kilka osób. I wiecie co? Nawet dla tych paru osób warto utrzymać bloga, bo zaglądają tam, czekają na nowe opowiadania. Mogłabym ich nazwać moimi fanami…

Gdybym podchodziła do bloga czysto statystycznie, zamknęłabym go jako nieprzynoszącego realnej korzyści. Cóż to znaczy 5 polubień pod postem? Jeden komentarz na pięć postów? Mało kto by poświęcał czas na utrzymanie tak nieistotnej relacji. Ale dla mnie ona nie jest nieistotna. Jest ważna dla tych paru osób. I choćby dla nich warto poświęcić mój czas…

Na moim Wattpadzie liczba obserwatorów dobija do 800… Jest to konto dwujęzyczne, więc część osób czyta wersje po polsku (i jest to zdecydowana większość), a część tylko anglojęzyczne. Ale na te 800 osób, tych „lajkujących” jest ok. 150 – 200. Pozostałe 600 jest biernymi obserwatorami. Zakładam, że lubią być na bieżąco, kiedy zawieszę nowy rozdział. Z jakichś powodów nie klikają gwiazdki, ale jednocześnie nie porzucają mojego profilu… Ciekawie ambiwalentna postawa…

Obserwuje mnie ten, kto naprawdę tego chce

Generalnie, wychodzę z założenia, że zaobserwują mnie te osoby, które zechcą. Którym z jakiegoś powodu spodoba się moja twórczość. Którzy polubią mój styl i to, jak słowami maluję rzeczywistość. Treść broni się sama – zauważyłam to po niemal trzech latach tworzenia fanfików. Niektórzy wytrwale czytają też opowiadania z mojego własnego uniwersum, a to dla mnie bezcenne. Pisząc opowiadania ze świata „Przeczuć”, czuję wyjątkową presję i odpowiedzialność za ten stworzony przeze mnie świat. Tym bardziej więc cieszy mnie uznanie choćby garstki fanów.

Uwielbiam każdą nawet najdrobniejszą interakcję z czytelnikami. Odpowiadam na komentarze, słucham uwag (też tych krytycznych) i pomysłów. Z niektórymi nawet się internetowo zaprzyjaźniam. Są to wspaniałe relacje dające motywację do tego, by trwać w tym wirtualnym świecie. I dać z siebie jeszcze więcej.

Na koniec, nie po to, żeby żebrać o obserwatorów, ale po to, żeby zaprosić Was do kontaktu ze mną – zachęcam do obserwowania mnie na Facebooku, Instagramie czy Twitterze. Wszędzie tam jestem na bieżąco i zawsze chętnie odpowiem na Wasze komentarze!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

cztery × 1 =