Czytnik ebooków na drewnianym stole z okładką książki Leny Klimki „Gdzie Światło spotyka Mrok” – dystrybucja książki w self-publishingu.

Dystrybucja książki w self-publishingu: Samowydawca kontra duży gracz

Niezależność, większe zyski, pełne prawa autorskie – o tym marzy każdy autor. Ale jak wygląda realna dystrybucja książki w self-publishingu, gdy nasza kameralna, tworzona z serca rzeczywistość styka się z chłodnymi wymaganiami rynkowych gigantów?

Jak wygląda dystrybucja książki w self-publishingu dla małego autora?

Mały wydawca, a w szczególności samowydawca, nie ma właściwie żadnej pozycji negocjacyjnej przy rozmowach z dystrybutorami. Zdany jest całkowicie na ich łaskę i dobrą wolę. Owszem, spisujemy umowy (bo tylko szaleniec zgodziłby się na zlecenie dystrybucji bez umowy!), ale bądźmy szczerzy – są one mocno asymetryczne. Zawsze możesz negocjować warunki, ale jeśli wydałeś/ wydałaś tylko jedną – dwie książki, to raczej słabe szanse na to, że twoje poprawki zostaną uwzględnione. No, chyba że w żaden sposób nie zmniejszają przywilejów dystrybutora, a nieco poprawiają twoje warunki.

Empik Go – dlaczego nie znajdziesz tam moich książek

Do napisania dzisiejszego artykułu zainspirowała mnie analiza regulaminu Empik Self-Publishing, czyli programu, który miał zrewolucjonizować polski rynek wydawniczy i pozwolić małym samowydawcom wreszcie zaistnieć na rynku książki w Polsce. Usługa reklamowana jest przez wiele dużych kont w bookmediach. Jeden twórca nawet wydał swoją debiutancką książkę z Empikiem w ramach „eksperymentu” pisarsko-wydawniczego. Problem z jego podsumowaniem całej usługi widzę w tym, że część zleceń Empik Self zrobił na preferencyjnych warunkach (taniej lub za darmo). Plus dla twórcy, że otwarcie o tym powiedział.

A dlaczego nie podpiszę umowy z Empikiem? Bo przeczytałam regulamin, który mocno promuje dużych wydawców, duże nakłady i duże zasięgi. Czyli duży gracz wspiera innych dużych graczy. Ja z moją maleńką bańką super-fanów nie mam szans zobaczenia choćby złotówki w rozliczeniu miesięcznym, a co dopiero mówić o jakimkolwiek zwrocie z inwestycji. Za samą dystrybucję e-booka prowizja 50%, druk na żądanie podobnie, a jeszcze od tych 50% należnych autorowi odejmują koszty druku tego jednego egzemplarza. Jasne, rozumiem, Empik to nie organizacja charytatywna i musi zarobić. Nawet jeśli podwójnie – za dystrybucję i za druk. Swoich papierowych egzemplarzy dystrybuować nie wolno.

Realnie licząc, jeśli zaangażowałabym wszystkich swoich obserwujących (jest nas ok. 100 na Facebooku i ok. 160 na Instagramie), to w jeden miesiąc ich odczytania na Empik Go i tak mogłyby zginąć w morzu ludzi czytających inne, bardziej popularne dzieła. Po zrobieniu luźnej symulacji, na minimalną wypłatę (którą jest kwota 300 zł) musiałabym zbierać 12 lat! Masz pojęcie?!

Legimi – „Gdzie Światło spotyka Mrok” w katalogu otwartym

Piszę dziś z perspektywy ponad półrocznej współpracy z innym dużym graczem w tej branży, czyli z Legimi. Które – przypomnijmy – przeżywało spory kryzys związany z dramą rozliczeniową sprzed półtora roku. Wtedy to większe wydawnictwa wycofały się z wielkim hukiem z dystrybucji swoich ebooków, a Legimi wprowadziło mocno kontrowersyjny system dopłat za wypożyczenie książki (tzw. Katalog biblioteczny, który mnie osobiście mocno zniechęcił jako czytelniczkę).

Ale ku uciesze wielu abonentów Legimi (w tym mojej) sporo wydawnictw – głównie tych mniejszych – zostało w katalogu ogólnodostępnym i można ich książki czytać bez opłat. Sama też włączyłam swoją książkę „Gdzie Światło spotyka Mrok” do otwartego katalogu, wychodząc z założenia, że zależy mi na dotarciu do jak najszerszej grupy odbiorców, a nie na maksymalizacji zysków, które przy systemie z dopłatą byłyby śladowe. No, bo kto sięgnie po książkę nieznanej autorki, bazując tylko na opisie i udostępnionych kilku pierwszych rozdziałach?

Widzę po ocenach, że książka przypadła do gustu czytelnikom. „Gdzie Światło spotyka Mrok” ma już 67 ocen! Do trzykrotnie więcej niż oceny w otwartym serwisie LubimyCzytać! A ocena 4,2 w skali 5-stopniowej to naprawdę fantastyczny wynik! Ktoś powie: a cóż to za wynik? 67 ocen… Dla mnie to 67 czytelników, którzy odnaleźli moją książkę w oceanie podobnych pozycji. I którym – jak widać po średniej ocen – najwyraźniej ta powieść się spodobała

Strona książki "Gdzie Światło spotyka Mrok" w serwisie Legimi, ocena czytelników 4,2.

Ziarenko do Twojego słoika:

Wielkie liczby często gubią sens. Ja wybieram szept w mojej małej bańce, bo tylko on pozwala usłyszeć bicie serca drugiego człowieka i poczuć prawdziwą więź.

Pytanie do Ciebie: A Ty? W jakich przestrzeniach w sieci czujesz się najlepiej – w tych wielkich i głośnych, czy w tych mniejszych, niemal szeptanych, gdzie każdy głos ma znaczenie i pozwala zbudować autentyczną więź?

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

osiemnaście − 5 =

Przewijanie do góry