Nadeszła wiosna – moja ulubiona pora roku. Wraz z budzącą się przyrodą, z zimowego letargu budzi się moja pisarska dusza. Zainspirowana pierwszymi wiosennymi zdjęciami, chcę Cię dzisiaj zabrać na spacer po lesie, który stał się fundamentem świata Avy i Déana. I opowiem Ci, skąd wzięła się magia drzew w Uniwersum Światłocienia.
Wierzenia celtyckie
Kiedy siadałam do pisania „Gdzie Światło spotyka Mrok”, wiedziałam, że powinnam stworzyć dla tego świata własny system wierzeń i magii. Bo przecież to podstawa gatunku fantasy. Niedoścignionym wzorem będzie dla mnie zawsze J.R.R. Tolkien, ale właściwie każdy szanujący się autor/autorka fantasy tworzy własny świat i prawa nim rządzące.
Drzemiące we mnie od zawsze celtyckie serce (przejawiające się w niewyjaśnionym sentymencie do Irlandii, o czym niejednokrotnie wspominałam m.in. na moim Instagramie) popchnęło moje myśli właśnie w kierunku wierzeń celtyckich, opartych na kulcie przyrody, a szczególnie drzew. Przyznasz, że idealnie pasuje to do świata Elfów (takich pisanych przez duże „e”). I to był mój punkt zaczepienia.
Dąb – Strażnik na granicy światów
W tradycji celtyckiej dąb to Duir – słowo oznaczające nie tylko siłę, ale i drzwi. W mojej powieści dąb jest świętym drzewem Elfów. Bogini Światła zaprasza Avę na spotkanie do swojej świątyni znajdującej się na polanie z wielkim dębem rosnącym pośrodku.

Święty dąb rósł na niewielkiej polance oblanej blaskiem słonecznym. Trawa była niemal seledynowa, a wokół pnia drzewa rosły szafirowe powojniki o kwiatach w kształcie dzwonków. Panował tu błogi spokój, mimo że okolica pełna była dźwięków – szelestu liści poruszanych wiatrem, szemrzącej wody, podzwaniania i świergotu ptaków.
– cytat „Gdzie Światło spotyka Mrok” Lena Klimka
W jego rozległych konarach przesiadywała otoczona blaskiem Bogini Światła. A Elfy odwiedzały to miejsce z nabożnym szacunkiem i zachwytem.
Nawet Avie udzielił się ten nastrój i tam odnajduje spokój, którego nie zaznała w dotychczasowym życiu. Pytanie, czy potrafiła tę chwilę docenić, pozostawiam bez odpowiedzi. Warto poszukać jej na kartach tej powieści.
Magnolia – ukochane drzewo Elfów
W Uniwersum Światłocienia Magnolia to coś więcej niż drzewo. To święty symbol Elfów, niosący w sobie pamięć i nadzieję. To także imię, które w historii Avy ma ogromne, emocjonalne znaczenie. Pisząc o niej, zawsze czuję to specyficzne drżenie – połączenie siły natury z delikatnością ludzkich (i elfich) uczuć.

Magnolia to też symbol starożytnej godności. Choć jej kwiaty wydają się kruche, samo drzewo jest jednym z najstarszych na ziemi, istniejącym jeszcze przed pszczołami. Kwitnie tak wczesną wiosną, kiedy zima jeszcze nie odpuszcza, a zielone liście jeszcze się nie pojawiły.Przypomina nam, że można zachować szlachetność nawet wtedy, gdy świat wokół nas wydaje się nieprzyjazny.
Obudził ją zapach magnolii. Słodki i upajający… Kojarzył jej się z dzieciństwem. Czy to możliwe, że jej matka pachniała tym kwieciem? Nie pamiętała…
– cytat „Gdzie Światło spotyka Mrok” Lena Klimka
Śliwa wiśniowa – inspiracja z codzienności
Najbardziej nieoczywistą inspiracją była dla mnie śliwa wiśniowa – nietypowe drzewo, bo posiadające intensywnie bordowe liście. Podobnie jak magnolia kwitnie, zanim pojawią się liście, co cieszy zmęczone szarościami przedwiośnia oczy. Idealnie pasowało do mojego wyobrażenia ogrodów w stolicy Mrocznych Elfów.

Jedną z impresji, którą złapałam kilka lat temu, był widok liści śliwy wiśniowej pokrytych delikatnym szronem. Właśnie tak zwizualizowałam sobie ogrody mroczno-elfickie, dodając do tego oszronioną trawę.
Otaczał ich las, ale inny niż ten, w którym stali przed chwilą. Drzewa miały ciemnoczerwone liście i różowe kwiaty, trawa zaś była niemal biała, jakby pokryta szronem. Daoiréin też wyglądała inaczej. Nie okrywał jej mrok, jak w Aendaire, lecz jasna poświata księżycowa, w której jej szata lśniła ametystowo, a czarne włosy mieniły się srebrnym blaskiem.
– cytat „Gdzie Światło spotyka Mrok” Lena Klimka
Magia drzew – ukryta w codzienności
System magiczny oparty na naturze pozwala mi zachować balans między tym, co fantastyczne, a ciepłem domowego ogniska, które tak bardzo cenię w pisaniu.
Pisanie o tych drzewach to dla mnie forma literackiego ukojenia. Mam nadzieję, że podczas kolejnego spaceru spojrzysz na dąb czy kwitnącą magnolię i poczujesz choć odrobinę tej magii, którą staram się przelewać na papier.
Ziarenko do Twojego słoika:
Magia nie zawsze musi być potężna i głośna. Czasami wystarczy szum liści świętego dębu, by odnaleźć w sobie spokój.
Pytanie do Ciebie: Które z tych drzew jest Ci najbliższe? Czy tak jak ja szukasz spokoju w naturze? Podziel się ze mną swoją refleksją w komentarzu.


