Zbliżają się walentynki, a wraz z nimi pojawiły się pewne rozterki pisarskie. Dlaczego? Moje serce zwraca się nieśmiało w stronę młodzieżowych obyczajówek. Choć „na warsztacie” mam obecnie drugi tom Trylogii Światłocienia, to coraz częściej do głosu dochodzi pokusa, by wrócić do innego uniwersum, które stworzyłam wcześniej – Uniwersum Przeczuć. Zatem pisać drugą odsłonę przygód Avy, czy po raz ósmy opowiedzieć historię Emilii i Rafała?
Rozterki pisarskie
Rozum nakazuje skupić się na pisaniu kontynuacji „Gdzie Światło spotyka Mrok”, ale serce jest podzielone. Część rwie się do przygód Avy, część zerka z sentymentem na pokryte kurzem ostatnie egzemplarze „Przeczuć”, których jeszcze nie sprzedałam.
Czy jestem dumna z mojego debiutu wydawniczego? Jasne, że tak. Może nie do końca z okładki, bo nie skusi czytelnika. I tym samym udowadnia, jakim kłamstwem jest słynne „nie oceniaj książki po okładce”. Oceniamy. Nie zmienisz mojego zdania, bo moje doświadczenie dobitnie dowodzi, że decydujemy oczami.
Ale jeśli spytasz mnie, czy coś bym zmieniła w „Przeczuciach”, to też odpowiem: jasne, że tak! Od kilku lat chodzi mi po głowie ta myśl, że to, co było mocną stroną tej książki – czyli opowiedzenie historii miłosnej za pomocą narracji osoby stojącej z boku – jest obecnie słabością w perspektywie całego cyklu trzech opowieści.
Cykl Przeczuciowy
„Przeczucia” były pierwszą z trzech planowanych książek cyklu, w którym opowiadałam historię trzech dziewczyn: Emilii, Elki i Oliwii. Pierwotnie planowałam wszystkie trzy powieści napisać w narracji pierwszoosobowej z perspektywy tej środkowej – Elki Górskiej. Dopiero przy pisaniu „Impresji” (trzeciej części cyklu) odkryłam, że bardziej pasowała do niej narracja pierwszoosobowa, ale z perspektywy Oliwii.
I to odkrycie przyszło do mnie dobre kilka lat po wydaniu „Przeczuć” w 2018 roku. A jak się domyślacie, jak już coś ma nadany ISBN, to się w tym tekście już nie grzebie.
A teraz kusi mnie napisanie od nowa tej książki w narracji z perspektywy Emilii. I z przesunięciem realiów o dziesięć lat, bo kanonicznie „Przeczucia” rozgrywają się w 2016 roku – w czasach, kiedy młodzież żyła jeszcze w quasi-analogowym świecie, bo dostęp do Internetu był jeszcze drogi i przeciętnego Kowalskiego nie stać było na takie abonamenty.
Walentynki i pisanie o miłości
I tak oto jesteśmy w przededniu walentynek, w sklepach różowo, czerwono i cukierkowo, a mnie kusi pisanie o polskich nastolatkach przeżywających pierwsze miłości. A nie przygody przedzierającej się przez Mroczną Puszczę księżniczki Avy w drodze po Szafirowy Sztylet…
Co z tym zrobię?
Zapewne, gdybym była młodsza i mniej doświadczona warsztatowo i pisarsko, rzuciłabym się na pisanie tego, co emocjonalnie gra mi w duszy. Ale mając na karku spory bagaż doświadczeń, zdaję sobie sprawę z tego, że rozdarta między dwa projekty pisarskie nie dokończę (albo dokończę na poziomie niezadowalającym) żadnego z nich.
Poza tym „Przeczucia” napisałam już siedem razy, zanim je wydałam. Więc ich nowa wersja będzie gonieniem ideału. A z perfekcjonizmem staram się walczyć, bo psuje zabawę i karmi mojego wewnętrznego krytyka, a stąd już prosta droga do niewydania czegokolwiek w przyszłości!
Dlatego: najpierw Ava. A potem skupię się na Emilii. Wielbiciele cyklu Przeczuciowego będą musieli trochę poczekać na nową odsłonę tej książki. A obiecuję – nie zawiodą się na niej!
Jeśli czytał*ś „Przeczucia” zostaw mi serduszko w komentarzu lub odezwij się na moim Instagramie lub fanpage’u. Będę pisać z myślą o Tobie!
Skoro tematem jest walka z perfekcjonizmem i wybór między „starym” a „nowym”, ziarenko powinno dawać oddech.
Ziarenko do Twojego słoika
Zrobione jest lepsze od doskonałego. Nie musisz naprawiać wszystkiego, co stworzył*ś dawniej, by mieć prawo tworzyć coś wspaniałego dzisiaj.
Pytanie do Ciebie: Co w Twoim życiu jest „wystarczająco dobre”, byś mógł/mogła przestać to poprawiać i ruszyć dalej?


